Ulan Baatar, 21-25 pazdziernika 2007

25.10.2007 :: 06:06 Komentuj (0)

 



 


 



 


 



Jedna ze swiatyn w UB


 



W teatrze


 



Grozny Czyngis Khan


 





Widok na Peace Avenue od strony Gandan


Grafika:Flag of the People's Republic of Mongolia (1924-1940).svg


Soyombo, znajdujacy sie na fladze Mongolii, zwieńczony jest płomieniem o trzech wierzchołkach, uważanym za symbol pomyślności i rozkwitu. Słońce i księżyc, zamieszczone poniżej, symbolizują wieczność i wzmacnianie się. Dwie pionowe sciany sa domem, a znajdujace sie posrodku dwie ryby, odnoszace sie do sil ying i yang, symbolizuja kobiete i mezczyzne. Soyombo na fladze mogngolskiej wystepuje w kolorze zlotym.


Kilka dni, ktore spedzalismy w Ulan Baatar, poswiecilismy ponownie swiatyni Gandan, Instytutowi Buddyjskiemu, innym mniejszym swiatyniom, teatrowi oraz Muzemu Sztuki Zanabazara i niezwykle ciekawemu Muzeum Historii Mongolii, z wieloma wersjami pieknej flagi i niezwyklego symbolu Soyombo.


Dzis wieczorem odjezdzamy juz do Erlian w Chinach, stamtad wsiadamy w autobus i zzzziuuum do Pekinu.

Park Narodowy Gorkhi-Terelj, 21 pazdziernika 2007

23.10.2007 :: 11:45 Komentuj (0)

 



 


 



 


 



 


 



 


 



 


 



 


 



Podczas gdy Krzys Postanowil zostac w Ulan Baatar, aby wybrac sie z Amgalanem (mongolski kolega Oli Jezierskiej) i jego bratem na jakas imprezke zakrapiana muzyka i wodka, Luiza, nienasycona wielbicielka przyrody i nomadowego zycia, pojechala z kolejna wesola grupka do Parku Gorkhi-Terelj, 50km od UB, aby poogladac dziwne formacje skalne tam sie znajdujace i pojezdzic na malych mongolskich konikach.

Jurta Nomadowa

23.10.2007 :: 11:38 Komentuj (0)


 


 



 


 



 


 



 


 



 


 



Warto pokazac kilka zdjec z wnetrza jurty. Jest po domek-namiot o roznej ilosci (4-6 chyba) scian, roznej wielkosci i wysokosci. W centrum znajduje sie piec. W tradycyjnej, XIX-wiecznej rodzinie Nomadow, centrum zawsze zajmowala kobieta, miala tam piec, gary, gotowala, pichcila, zajmowala sie tez mniejszymi zwierzetami hodowlanymi, czyli kozami i owcami. Mezczyzna siedzial zawsze przy scianie wschodniej, zajmowal sie na codzien hodowla koni i wielbladow. Byl to tradycyjny, jak i u nas, podzial obowiazkow, choc ponoc we wspolczesnej rodzinie mongolskiej to kobieta podejmuje wszystkie istotne decyzje. :).


Warto rowniez dodac, ze w piecu jurtowym nie pali sie ani drewnem, ani weglem, tylko...suszona kupa wielbladow...zapach nie jest przykry, bardziej przypomina trawe niz odchody. Coz, jest to calkiem sprytne rozwiazanie na pustyni, gdzie drzew nie ma, a w zimowa noz temperatury spadaja do -40 stopni Celsjusza.

Pustynia Gobi, 12-19 padziernika 2007

23.10.2007 :: 11:19 Komentuj (2)

 



Na wielblady, dzikie i chodowlane, konie, orly, myszy pustynne, gazele, antylopy, mozna sie bylo napatrzec w naszej podrozy. Nie spominajac o kilkudziesieciu ich szkieletach przez nas odnalezionych.



 



Niebo niedaleko Bayanzag


 



 


 



 


 



Najbardziej znane miejsce na Gobi - Plonace Klify i cmentarzysko dinozaurow


 



 


 



 


 



 


 



Nikt z nas nie musial, na szczescie, spac na tym lozku. Park Narodowy Korchoryn-Els, w tle - wydma.


 



Tedy przepychal sie nasz samochodzik, w drodze z Doliny


 



 


 



Lodowa Dolina, w ktorej zyje cale mnostwo stworow kopytnych, a nawet sniezny dziki kot, ktorego slady na sniegu znalezlismy


 



Pasmo gorskie Gurvan Saikhan Nuuru - w drodze do Lodowej Doliny


 



 


 



Targ w Dalanzadgad


 



Stacja benzynowa, gdzies na pustkowiu


 



 


 



Nasza (niestety tylko na jedna noc) jurta


 



 


 



 


 



Ulaan Suvraga - czerwone skaly


 



 


 



Zdjeci troche rozmazane, ale warto zerknac na tradycyjny meski stroj Nomada.


 



 


 



 


 



Baga Uzrin Chuulu (na gorze)


 



 


 



No i wrocilismy z Gobi. Nasza podroz trwala 7 dni i poza nasza wesola dwojka brali w niej udzial: Finka Heidi, Irlandczyk Owen, Mark z Alaski i nasz mongolski kierowca Bajra. Spedzalismy okolo 6 godzin, kazdego dnia, w samochodzie, spalismy w goscinnych jurtach, prowadzonych przez rodziny Nomadow, pilismy tradycyjna herbate mongolska, ktora jest bardzo slona i mleczna, jedlismy tradycyjne mongolskie potrawy (choc w wersji wegetarianskiej) i przygladalismy sie nomadowemu zyciu. Nie wspominajac o wspanialym, bardzo roznorodnym krajobrazie stepowo-pustynnym.Zawsze piekne, blekitne niebo, odcienie zlota, zolci, fioletu, piekne zwierzeta, ciekawe wzgorza , pagorki i gorki - dlatego wlasnie Gobi warta jest poznania.


Nasza podroz obejmowala nastepujace miejsca: granitowe skaly Baga Gazrin Chuulu, gdzie w XIXwieku zylo i medytowalo dwoch mnichow buddyjskich, czerwone skaly Ulaan Suvraga, miasteczko Dalanzadgad, jedyne miejsce, gdzie mozna bylo wziac prysznic i skorzystac z elektrycznosci, Lodowa Doline w pasmie gorskim Gurvan Saikhan Nuuru, gdzie po raz pierwszy od kilkudziesieciu lat, z powodu silnych deszczy, nie bylo lodu, Sand Dune, najwieksza chyba na swiecie piaszczysta wydma w Parku Narodowym Kolchoryn-Els i Bayandzag, slynace z Plonacych Klifow i olbrzymiego cmentarzyska dinozaurow, gdzie nawet dzis samemu odnalezc mozna fragmenty ich szczatkow.


 

Ulan Baator, Mongolia, 12 pazdziernika

12.10.2007 :: 10:55 Komentuj (0)


Gandan



 



Pociag z Ulan Ude do Ulan Baator jedzie ponad 24 godziny. Zastanawialismy sie, dlaczego....okazalo sie ze na granicy rosyjskiej i mongolskiej stoi on w sumie 9 godzin. Troche wariujemy z nudow i duchoty w pociagu. Sama odprawa przebiega szybko i bez atrakcji, no moze poza mloda Mongolka, ktora sprawdzajac nasz przedzial, chichra sie w nieboglosy:). Po przyjezdzie do Ulan Baator przekonujemy sie, ze chyba wszyscy Mongolowie sa niezwykle radosni i usmiechnieci.


Mamy szczescie: ktos z UB Guesthouse, do ktorego planowalismy jechac taksa, przyjezdza na peron, aby odebrac pare anglikow. Zabieramy sie, cali szczesliwi, z nimi. Hostel jest swietny: 4-osobowy pokoj, sniadanie, pomoc wszelka, jezykowo - organizacyjna, darmowy internet - wszystko za 5 dolarow za dzien.



Ulan Baator (ok. 1mln mieszkancow, co stanowi 1/3 ludnosci Mongolii), jest miastem sporych kontrastow. Centrum, skupione wokol Peace Avenue, jest nowoczesne, wciaz rozbudowywane, pelne klubow, restauracji, bankow i hoteli. Wystarczy jednak udac sie w kierunku Gandanu, by odkryc ogrodzone "osiedla" starych, walacych sie drewnianych domow oraz jurt. Podobnie jak na Syberii, wszedzie widoczne sa japonskie samochody z kierownica po lewej stronie. Specyfika miasta sa domowe aparaty telefoniczne wystawione na stolikach ulicznych, ludzie w maseczkach, jak w duzych miastach azjatyckich, a kierowcy, mimo swiatel, nie zatrzymuja sie na widok pieszego na pasach.


Pierwsze kroki, po zjedzeniu sniadania, kierujemy do najwiekszego zabytku stolicy Mongolii, klasztoru Gandan. Jest to najwiekszy czynny osrodek buddyjski w tym kraju, jak rowniez siedziba religijnego przywodcy bylego Imprerium Mongolskiego. Dzis uczy sie tam i mieszka kulkuset mnichow z calego kraju.


Wybieramy sie rowniez do Muzeum Historii Naturalnej, gdzie obejrzec mozna imponujace zbiory szkieletow dinozaurow, przywiezione z Gobi. Znajduja sie tam rowniez szczatki pteroczlowieka, czyli pierwotniaka.


UB Guesthouse organizuje wyprawy na Gobi i nie tylko po calkiem przystepnej cenie 20-25 dolarow za dzien (razem z noclegami i wyzywieniem). Najprawdopodobniej jutro wybierzemy sie w taka tygodniowa wyprawe.



Budda w centralnej swiatyni Gandan


 


archiwum

2017
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007

kategorie

China(15)
Articles(10)
Hungary(10)
Phillipines(8)
Malaysia(7)
Mongolia(5)
Laos(5)
Russia(4)
Cambodia(4)
Hong Kong(2)
Poland(1)
Sweden(1)
Tujako-jodłaki or two cats in my house:)(0)
Paintings and drawings(0)

linki

Luizy wykwity malarskie
Crullu w drodze do Afganistanu
Światowy portal turystyczny
Hostelowy niezbednik
Dan i Audrey z Usa tez tuptajacy po swiecie
SlavekBrzoska tez tuptupta
Moje i nie tylko opowieści ze świata
dużo pięknych kotków do oddania u Jany
© 2003-2007 copyright ownlog.com