Kunming,Yunnan,Chiny,5-7.01.08

06.02.2008 :: 04:17 Komentuj (0)

Z Jinghongu pojechalismy do stolicy Yunannu - Kunmingu. Niby 600km, a roznica w klimacie drastyczna - niespodziewaznie zaczelismy marznac! NIc milego trzeba bedzie kupic kurtki:). Te, z ktorymi wyruszylismy, wyladowaly w smietniku w HongKOngu, kiedy przestalismy ich juz potrzebowac.


Kunming, jak na chinska stolice jest niewielki, lecz, dodac trzeba z zalem, przez rozne perturbacje historyczne, w nastepstwie ktorych byl prawie kompletnie zburzony, obecnie jest prawie zupelnie odbudowany (co znaczy: naszpikowany wiezowcami, wieczorem rozswietlonymi typowymi dla Chin kiczowatymi neonami). Mimo to panuje tu przjemny spokoj, milo powloczyc sie po uliczkach, zajadajac (!) swieze slodkie truskawki.

























Jinghong,Yunnan,Chiny,02-04.02.08

06.02.2008 :: 04:08 Komentuj (0)


Dogonilismy slonce! Na poludnie Yunnanu, zamieszkalego przez cale mnostwo mniejszosci etnicznych, glownie przez, spokrewnione z Tajami plemie Dai, dotarlismy po calym dniu w autobusie, przez malownicze gory Chin poludniowych. Jinghong, niewielka stolica poludniowego Yunnanu, bardzo rozni sie od reszty Chin - nikt sie tu tak nie spieszy, ludzie sa usmiechnieci, nie zdzieraja z nas kasy przy kupowaniu najmniejszego drobiazgu. Pogoda jest wspaniala (mimo, ze w poludniowo-wschodnich Chnach, po raz pierwszy od ponad stu lat chyba, szaleje snieg  z mrozem).


Mieszkancy Jinghongu sa niesamowici - co wieczor wychodza na niewielki placyk w centrum by sobie spontanicznie pospiewac lub potanczyc, czesto przebrani w ludowe stroje Dai. Takich grupek rozpiewanych lub tanczacych mozna spotkac wieczorami w kilku miejscach. Fajnie:)


 


  











Szanghaj, 15-19 listopada 2007

16.11.2007 :: 11:03 Komentuj (2)

 
 
 
 
 
 
 
 
  
Po 23 godzinach spedzonych w pociagu dotarlismy do Szanghaju, 
ktory z miejsca nas zaskoczyl. Architektura tego miasta bowiem nie ma zbyt wiele wspolnego z chinska, 
przez co mozna ulec zludzeniu, ze jest sie na Chinatown w Londynie, a nie w chinskim miescie. 
Pozwala to na lekki oddech i zludzenie swojskosci. 
Miasto robi pozytywne wrazenie, na ulicach zaczepiani wciaz jestesmy przez mlodych, 
mowiacych po angielsku studentow, chcacych pogadac sobie chwilke z cudzoziemcami.
Wedlug zalecen Soryczki na kolacje wybieramy jedna z licznych, tanich japonskich restauracji i nie zalujemy, 
bo spektakl, jaki daje kucharz na naszych oczach, jest prawdziwa uczta dla oczu.
A jedzenie wspaniale.
Po kolacji wybieramy sie na wieczorny spacer po slynnym Bundzie nad rzeka, decydujemy sie tez na przejazd
jakze reklamowana w czasopismie Podroze kolejka, jadaca przez oswietlony roznosciami tunel pod rzeka, 
do biznesowej dzielnicy Pudong. 
Nasze rozczarowanie jest wielkie - kolejka ta to wielki kicz i tandeta. 
Niewarte tych 15 zlotych za bilet. A mialo byc tak pieknie:)
Nastepnego dnia zas odwiedzamy park Renmin oraz Stare Miasto, ktore jest, niestety, konsekwentnie wyburzane 
pod budowe kolejnych wiezowcow. 
Momentami tloczno tu i turystycznie, ale odnalezc sie mozna w malych uliczkach i na lokalnych targowiskach, 
wsrod niewielkich warsztatow i sklepow z porcelana.
 
 


 
 



 
 
 
  

Pingyao, 13 listopada 2007

16.11.2007 :: 10:42 Komentuj (0)

Do Pingyao przybylismy o 6 nad ranem. Przywitala nas mgla i totalna ciemnosc. 
300 metrow od dworca zaczynaja sie mury otaczajace stara czesc miasteczka, 
po ktorej, jak potem sie przekonalismy, mozna spacerowac bez konca, w ktorej ludzie zyja 
wciaz tak, jak zylo sie tu 100 lat temu. 
Zwlaszcza kiedy te ciche, spokojne stare domy osnute sa mgla. 
Podczas jednego spaceru zobaczylismy strojny orszak, otoczony muzykami grajacymi wesola muzyke. 
Orszak ten przybrany kolorowymi paierowymi kwiatami wygladal tak radosnie, ze Lui zaraz zlapala 
za aparat i udala sie za orszakiem. Z bliska jednak okazalo sie ze to .. pogrzeb. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  
 


 


 


Spedzilismy tu leniwy dzien, popijajac ulubiona jasminowa herbate i jedzac ryz z warzywami.
  

 


 



Xian, prowincja Shaanxi, 10-12 listopada 2007

11.11.2007 :: 13:58 Komentuj (0)

Xian jest jednym z miast z najwieksza tradycja, bedac jednym z najstarszych, lezac na trasie Jedwabnego Szlaku, bedac przez 2000 lat (1000r.p.n.e.-1000r.n.e.) stolica Cesarstwa Chinskiego.
Obecnie Xian jest 5-milionowym, jednym z najbardziej rozwinietych miast chinskich. Jego stara czesc otacza autentyczny mur z epoki Ming.
Wszystko pieknie, ale w rzeczywistosci Xian, do ktorego przybywaja rzesze turystow ze wzgledu na odkryta pod miastem Terakotowa Armie, jest po prostu jednya z bardzo zurbanizowanych, zanieczyszczonych, zalanych betonem i szklem aglomeracji, gdzie mieszkancy wolny spedzaja czas w centrach handlowych i MC Donaldzie, niz kontemplacji ciekawe historii.



 


 



 


 



 


 



 




Nie zmienia to faktu, ze warto tu wpasc, by obejrzec Muzeum Terakotowej Armii, gdzie nadal odkopuje sie kolejne fragmenty komor wypelnionych terakotowymi rzezbami zolnierzy stojacych na strazy grobowca cesarza Qin Shi Huanga. Komory odryli przy kopaniu studni w 1974 dwaj wiesniacy. Do tej pory zdolano odslonic czwarta czesc jednej z komor, w ktorej znajduje sie ok. 8000 zolnierzy (kazdy o rozmiarach okolo 180cm) - na razie odkopano ich ponad 1000.
Terakotowa Armia byla jednym z najwiekszych odkryc historycznych w Chinach, a prezentuje sie niesamowicie, zwlaszcza ze kazdy z terakotowych zolnierzy ma inne rysy twarzy, masowo wykonano jedynie korpusy, glowy wzorujac najprawdopodobniej na prawdziwych zolnierzach.



 


 



 




 



Bedac w Xianie warto rowniez pospacerowac po handlowej dzielnicy muzulmanskiej, niezwykle urokliwej. Polecamy:)



 


 



 



 


 

Xiahe, 7-8 listopada 2007

10.11.2007 :: 10:02 Komentuj (0)

Z Lanzhou pojechalismy autobusem do Xiahe, polozonej na wysokosci 3000m n.p.m. wioski tybetanskiej, lezacej kiedys na terenie Tybetu, obecnie wchlonietej przez prowincje Gansu. Znajduje sie tu klasztor Labrang (Labuleng Si), jeden z szesciu najwazniejszych centrow lamaizmu, najwazniejszym znajdujacym sie obecnie poza Tybetem. Mieszkajacy tu  Dzamjang jest trzeci, po dalajlamie i panczenlamie, w hierarchii buddyzmu tybetanskiego. Obecnie zyje tu kilka tysiecy mnichow. Niestety, z powodu kontroli rzadu chinskiego, poziom nauki tu (i w pozostalych klasztorach tez) podupadl.



Przyjechalismy...i zachwycilismy sie. Tybetanczycy sa pieknym, kolorowym i dumnym narodem, klasztor malowniczy, a okolica przepiekna. Ogarnal nas smutek nad okrucienstwem chinskiego rzadu, probujacego znisszczyc ta wspaniala, barwna kulture.
Klasztor uspokaja swymi starymi murami i cichymi swiatyniami. Kazdego dnia, w ciszy, wdluz modlitewnikow wokol klasztoru przechodza setki pielgrzymow.
Troszke negatywne wrazenie sprawiaja mieszkajacy tu mnisi, wiekszosc z telefonem komorkowym przy uchu przez pol dnia...troche inaczej wyobrazalismy sobie duchowe zycie klasztorne.



Sama wioska w ciagu dnia tetni zyciem, a przede wszystkim handlem. Tuz przy wschodniej stronie klasztoru kazdego dnia Tybetanczycy sprzedaja rozmaitego rodzaju produkty, podobnie jak Chinczycy starajac sie dostac od nas za kazda kupowana rzecz kilka  razy wiecej, niz przyzwoitosc nakazuje:) Jestesmy coraz lepiej wyszkoleni w sztuce targowania.


Podobnie jak w Dunhuangu, gdzie napotkalismy Shirley's Cafe, znajdujemy tu oaze dla naszych zoladkow - Gesar Restaurant, nieduza tybetanska knajpke, ze swietnym, anglojezycznym menu z daniami na kazda pore dnia i pyszna jasminowa herbata za 2 yuany. Powoli przekonujemy sie do chinskiej kuchni, choc nadal jest ona dla nas zbyt tlusta i zbyt pikantna...



 


 



 


 



 


 



 


 



 


 



Klasztor Labrang



 



 


 



Pielgrzymi



 



 

Lanzhou, 6 listopada 2007

10.11.2007 :: 09:33 Komentuj (0)

Do stolicy prowincji Gansu, Lanzhou, postanowilismy wpasc na chwilke w naszej drodze do Xian. Pozniej jednak, zaciekawieni tybetanska wioska Xiahe, polozona kilka godzin od miasta, zdecydowalismy sie pojechac rowniez tam.


Lanzhou warte jest krotkich odwiedzin przede wszystkim ze wzgledu na tutejsza mieszanke kulturowa (znow mnostwo przedstawicieli muzulmanskiego ludu Hui), oraz wielka Huang He - Zolta Rzeke, ktorej brzegi sa kolebka chinskiej cywilizacji, a ktora jest jedna z wazniejszych i jedna z najwiekszych rzek chinskich. Splywa ona z Wyzyny Tybetanskiej, przez Lanzhou i plynie ku morzu Chinskiemu na wschodzie przez caaaale Chiny:)



 


 



 


 



 


 



 


 



Nad wielka Zolta Rzeka



Dunhuang - 3-4 listopada 2007

10.11.2007 :: 07:34 Komentuj (0)

Z Pekinu wyruszylismy 3000km (tak, to nie zart,Chiny sa zdaje sie wieksze od Europy) na zachod na granice prowincji Gansu i Xinjiang. Ta 30-godzinna podroz prowadzila wzdluz slynnego Jedwabnego Szlaku,Chinskiego Muru i pieknych pasm gorskich.


Wybralismy sie w ta dluga podroz, aby obejrzec jaskinie Mogao znajdujace sie niedaleko Dunhuangu, by znow pobyc troche na pustyni Gobi, oraz by zetknac sie choc z niewielkim stopniu z mnieszoscia etniczna ludu Hui, muzulmanskich Chinczykow, mieszkajacego przede wszystkim w Xinjiangu (ale rowniez i w prowincjach sasiadujacych) czyli prowincji, ktora do 1949 roku stanowila tereny muzulmanskiego Turkiestanu Wschodniego, zanim Chiny zagarnely ta ogromna ziemie dla siebie.




 


 



 


 



Pustynia Gobi



 



 


 


 


 



Shirley's Cafe



 



 


 



 


 



Dzielnica muzulmanska



 



 


 



 


 




 


 



Okazalo sie, ze w Dunhuangu mieszkaja rowniez Mongolowie, a w calej prowincji Gansu zyja rowniez Tybetanczycy, zwlaszcza na terenach, ktore przed 1950 rokiem nalezaly to Tybetu, bedacego wtedy odrebnym krajem. Ale o Tybetanczykach pozniej:)



Niestety samych jaskin Mogao wam nie pokazemy, poniewaz nie mozna tam robic zdjec. Jest to najstarszy kompleks swiatynny, jaki odkryto w Chinach, najstarsze rzezby pochodza z 4 wieku n.e., malowidla scienne sa przepiekne, zachwycajace. W kazdej z jaskin, a jest ich okolo 150 (choc obejrzec mozna jedynie kilka) znajduje sie niewielka swiatynia, w ktorej centrum znajduje sie oczywiscie Budda. Najwieksze wrazenie robia dwie sale z wielkimi 30-metrowymi rzezbami tego jegomoscia, oraz sala spiacego Buddy otoczona przez kilkadziesiat malutkich rzezb postaci. Ciekawe sa tez wplywy innych kultur na sztuke Mogao (jaskinie powstawaly miedzt 4 a 13 wiekiem, spotkac tu wiec mozna motywy tureckie, mongolskie, a nawet chrzescijanskie).



 

Park i Palac Letni-Pekin, 31pazdziernika 2007

01.11.2007 :: 07:01 Komentuj (2)


 


 



 


 



 



 


 



 


 



 


 



 

Lao She Tea House, 30 pazdziernika 2007

01.11.2007 :: 06:23 Komentuj (0)


Do herbaciarni, na wieczorny wystep, wybralismy sie z Heidi, Finka poznana na wyprawie na Gobi, ktora rowniez zamieszkala w Leo.



 


 



 


 



 


 



 

archiwum

2017
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007

kategorie

China(15)
Articles(10)
Hungary(10)
Phillipines(8)
Malaysia(7)
Mongolia(5)
Laos(5)
Russia(4)
Cambodia(4)
Hong Kong(2)
Poland(1)
Sweden(1)
Tujako-jodłaki or two cats in my house:)(0)
Paintings and drawings(0)

linki

Luizy wykwity malarskie
Crullu w drodze do Afganistanu
Światowy portal turystyczny
Hostelowy niezbednik
Dan i Audrey z Usa tez tuptajacy po swiecie
SlavekBrzoska tez tuptupta
Moje i nie tylko opowieści ze świata
dużo pięknych kotków do oddania u Jany
© 2003-2007 copyright ownlog.com