Wietnam, 15.01.08,Kratie(Kambodza)

21.01.2008 :: 10:04 Komentuj (2)

A oto kolejna historia do opowiedzenia...kilka dnie przed podroza do Wietnamu odkrylismy, ze w Ambasadzie Wietnamu w Warzsawie pomylono sie, i wystawiono nam wize na styczen 2007, zamiast 2008..przewidujac, oczywiscie klopoty, udalismy sie do ambasady Wietnamu w Phnom Penh, gdzie urzedniczka,,zapewnila nas, ze nie szkodzi, ze wszystko jest dobrze, ze mozemy jechac! Uwierzyl ktos? Bo my nie..ale skoro nie moglismy wymusic na ambasadzie zadnej innej pomocy, wyruszylismy do granicy piekna trasa po Mekongu...no i oczywiscie nie wpuszczono nas. Urzednik przepraszal, bylo mu przykro, ale nie moze nas wpuscic, musimy wrocic do Phnom Penh i dostac nowa wize. Super, zwlaszcza, ze lodz powrotna zdarzyla odplynac, trzeba bylo wsiasc z naszymi wielkimi plecakami na motory z kierowcami, i po wyboistych drogach, pelnych krow, cuagnikow, traktorow i innych pojazdow tluc sie dwie godziny do najblizszego miasteczka, skad odjezdzaja do stolicy autobusy. Zadnego nie znalezlismy, grupowa taksowka sie znalazla, fajniem tylko 3$ od osoby, tylko trzeba poczekac na kolejne dwie osoby. NIe ma sprawy. Kiedy te dwie osoby sie pojawily, kierowca nagle stwierdzil, ze oni, tak, zaplaca po 3$, ale my mozemy chyba zaplacic po 5...swietnie, oczywiscie odmowilismy, dzieki czem kierowca dojechal tylko pod stolice i nie chcial nigdzie dalej pojechac. I wiecie co, tego nam juz bylo za wiele. Oj, dostalo sie temu nieuczciwcowi, nbie wspominajac o pani w ambasadzie nastepnego dnia...
I tak oto bylismy w Wietnamie godzine, pijac kawe i patrzac na wielki Mekong...


A teraz jestesmy w Kratie, odpoczywamy, podgladamy z lodzi delfiny, poznajemy ludzi, a jutr do Laosu!:)





PO drodze do Kratie
























Siem Reap i swiatynie Angkoru,11-14.01.08

21.01.2008 :: 09:54 Komentuj (0)


Prawdopodobnie nikomu nie musimy zachwalac swiatyn Angkoru. Najwiekszy chyba zabytek kulturowy w tej czesci swiata, wpisany na liste UNESCO, jest kompleksem rzezb i budowli swiatynnych, rozrzuconych na olbrzymim obszarze, stanowiacym niegdys stolice wielkiego imperium wielkich Khmerow. Obszar ten jest na tyle duzy, ze spacerowac po nim nie da rady, w gre wiec wchodzi tuktuk albo rower.Jeden dzien to zdecydowanie za malo, wiec zostalismy tu na trzy dni, nocujac, jak kazdy w pobliskim misteczku Siem Reap-kolejnej kambodzanskiej siedzibie rozpusty.











Kambodżańskie Apsary












Mondulkiri, Kambodza, 6-9.01.08

21.01.2008 :: 09:50 Komentuj (0)

Po dwoch dniachw Phnom Penh poczulismy, ze mamy dosyc trlumu turystow i wielkiego brzemienia historii. Pojechalismy wiec do Mondulkiri, najslabiej zaludnionego regionu Kambodzy, gdzie napotkac mozna slonia, dreptac przez dzungle, jezdzic motorem bo pylistych, czerwonych drogach, kapac sie w wodospadach. My, odwazniacy, wsiedlismy nawet na slonia...na ktorym caly dzien jechalismy przez dzungle, by poplywac w jednym z ukrytych tam wodospadow..
Mondulkiri jest wspaniale, jego mieszkancy, plemie Pnongow, przyjaznie nastawione do bialych twarzy, ale..bez niespodzianek sie nie obylo. W drzodze do Mondulkiri, w miejscu gdzie konczy sie asfalt a zaczyna wyboista pylista droga, kierowca autobusu stanal i ..postanowil, ze dalej nie jedzie. Poniewaz nikt nie umial powiedziec slowa w jakims zrozumialym dla nas jezyku, nie wiedzielismy, czy autobus sie zepsul, czy tez kierowcy sie juz nie chce...po trzech godzinach podjechal do nas pick up, do ktorego zaczeto upychac wszystkich pasazerow razem z bagazami. Nie wiedzac co sie dzieje, po kolejnej nieudanej probie komunikacji z kierowca wpierw autobusu, potem samochodu, Krzysiek niewiele myslac wsiadl do naszego opustoszalego juz autobusu, ja wsiadlam za nim...no i ruszylismy...Gdybysmy zamkneli drzwi moze nawet udalo by sie dojechac do Mondulkiri. NIestety, wkurzony Krzysiek zostal spacyfikowany przez zabranie kluczykow, ale i tak cala wioska sie zbiegla i byla niezla afera:)



Snuol - w drodze do Mondulkiri





Niewidomi grajkowie z domowej roboty instrumentami...



...i ich mały towarzysz






darmowy hosting obrazków

Słonie były wniebowzięte


Kambodżańska sawanna


Budda i jego poranna kawka





Phnom Penh, Kambodza, 2-4.01.08

21.01.2008 :: 09:00 Komentuj (0)

Phnom Penh jest miastem o kilku twarzach. Dla wielu odwiedzajacych to miasto moze sprawic wrazenie siedliska rozpusty - w najbardziej turystycznych dzielnicach kupic mozna kazdy narkotyk, znalezc prostytutke, imprezy i morze piwa. Zupelnie nieswiadomie znalezlismy sie w samym srodku takiego swiata..kierujac sie, w poszukiwaniu noclegu nad jezioro, ktore ma byc podobno wysuszone i stanac ma na nim jakis biznesowy moloch..na razie znajduja sie tam najtansze noclegi w miescie, a mala uliczka ciagnaca sie wzdluz brzegu pelna jest knajpek, barow, hoteli i pensjonatow i sprzedawcow narkotykow. No i oczywiscie wszedobylskich kierowcow "tuktuk"", prawdziwej karety ciagnietej przez motocykl, najprzyjemniejszego srodka komunikacji miejskiej w tej czesci swiata.
To jedno oblicze. Jest jeszcze drugie, posepne, o ktorym nie mozna zapomniec, zwlaszcza po odwiedzinach na Polach Smierci i w muzeum Tuol Sleng. Trudno po tym zapomniec straszna i naprawde niedawna najnowsza historie Kambodzy, ktorej centrum wydarzen stanowila stolica. Rewolucja Czerwonych Khmerow z Pol Potem na czele pozbawila zycia miliony, tysiace bylo bitych i torturowanych, tysiace umarlo z glodu...A dzialo sie to niecale 30 lat temu...Wycieczka na Pola Smierci pozwolila nam dowiedziec sie naprawde wiele o tym, co sie tam wydarzylo. Nasza przewodniczka, ktora stracila tu rodzine, pokazywala nam masowe groby, opisywala sposob torturowania i zabijania doroslych i male dzieci, ze lzami w oczach.



Te czaszki odkopano na polach śmierci i ułożono według wieku i płci w pomniku stojącym w centrum obiektu.








Pokochalismy Kambodze od pierwszego do ostatniego wrazenia. Kraj, mimo, ze bardzo biedny, jest przepiekny, dziki, ludzie maja w sobie tyle radosci, ze az trudno uwierzyc, ze jeszcze niedawno spotkala ich taka tragedia. Ludzie ktorzy nie potrafia na usmiech nie odpowiedziec wielkim szczerym usmiechem..


darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków



darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków


archiwum

2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007

kategorie

China(15)
Articles(10)
Hungary(10)
Phillipines(8)
Malaysia(7)
Mongolia(5)
Laos(5)
Russia(4)
Cambodia(4)
Hong Kong(2)
Poland(1)
Sweden(1)
Tujako-jodłaki or two cats in my house:)(0)
Paintings and drawings(0)

linki

Luizy wykwity malarskie
Crullu w drodze do Afganistanu
Światowy portal turystyczny
Hostelowy niezbednik
Dan i Audrey z Usa tez tuptajacy po swiecie
SlavekBrzoska tez tuptupta
Moje i nie tylko opowieści ze świata
dużo pięknych kotków do oddania u Jany
© 2003-2007 copyright ownlog.com