Luang Prabang,28-29.01.08

04.02.2008 :: 08:59 Komentuj (0)

Luang Prabang, ciche, stare miasteczko, ze wzgledu na wyjatkowa urokliwosc i zabytkowosc wpisane na liste UNESCO, nas niezle rozczarowalo. Po kilku latach najazdu turystow prawie wszystkie piekne kamieniczki zostaly odnowione i zamienione w hotele i restauracje. Troche dziwnie, tlumy turystow przesiaduja w ogrodkach restauracyjnych i wydaja pieniadze na pamiatki. Wlasciwie niewiele wiecej mozna tu dostrzec. Cieszymy sie jednak bardzo, ze wzgledu na miejscowych, ze miasto tak sie rozwinelo, dla Laosu lepiej, dla nas podroznikow - zdecydowanie gorzej.


Na najbardziej zachwycila sama podroz z Wientianu, przez niesamowite gory, czasem wygladajace jak wielkie kolce, ktorymi naszpikowane sa caale wzgorza.





Muang Ngoi Nua i Udoumxai,Laos,30.01-01.02.08

06.02.2008 :: 04:01 Komentuj (0)

Z przepelnionego turystami Luang Prabangu ucieklismy na polnoc. Po kilku godzinach autobusem, przesiedlismy sie w Mong  Kiew do lodzi plynacej do sennej, cichej wioski Muang Ngoi Nua. Podroz byla ciekawa - wlasciciele firmy przewozowej upchali 26 osob do lodzi, w jakiej w Malezji poplyneloby 10...Bylo nas na tyle duzo, ze po drodze trzeba bylo wysiasc, i isc brzegiem przez ponad pol godziny, bo lodz ugrzezla na mieliznie. Spacer brzegiem niewielkiej (zwlaszcza jesli porownac z Mekongiem) rzeki, otoczonej pieknymi wyokimi gorami, porosnietymi dziewicza dzungla, na dlugo pozostanie w naszej pamieci.


Wioska okazala sie byc spokojna, lecz przez ostatnbie kilka lat zdarzylo sie tu otworzyc naprawde sporo pensjonatow, bardzo zreszta klimatycznych - slomiane domki, lozka z moskitierami. Wieczorem poszlismy napic sie laolao, laotanskiego ryzowego bimbru, pedzonego w kazdej najmniejszej wiosce w kraju. No i drogo nas kosztowala ta przyjemnosc. Cala noc nieprzespana, ostry bol brzucha, wymioty i inne takie tam przyjemnosci. Caly nastepny dzien spedzilismy w lozku, nie mogac ruszyc noga czy reka, nie mogac nic zjesc. Szkoda nam bylo tych pieknych gor wokol...ale i tak lalo caly dzien, bez ustanku. Jak na pore sucha, troche dziwnie.



Nastepnego dnia rano wszyscy podroznicy przebywajacy w wiosce ewakuowali sie..a my z nimi.. i slusznie, bo wciaz leje. Noc spedzilismy w Udoumxai, a nastepnego dnia ruszlismy w droge spowrotem do Chin.



Jinghong,Yunnan,Chiny,02-04.02.08

06.02.2008 :: 04:08 Komentuj (0)


Dogonilismy slonce! Na poludnie Yunnanu, zamieszkalego przez cale mnostwo mniejszosci etnicznych, glownie przez, spokrewnione z Tajami plemie Dai, dotarlismy po calym dniu w autobusie, przez malownicze gory Chin poludniowych. Jinghong, niewielka stolica poludniowego Yunnanu, bardzo rozni sie od reszty Chin - nikt sie tu tak nie spieszy, ludzie sa usmiechnieci, nie zdzieraja z nas kasy przy kupowaniu najmniejszego drobiazgu. Pogoda jest wspaniala (mimo, ze w poludniowo-wschodnich Chnach, po raz pierwszy od ponad stu lat chyba, szaleje snieg  z mrozem).


Mieszkancy Jinghongu sa niesamowici - co wieczor wychodza na niewielki placyk w centrum by sobie spontanicznie pospiewac lub potanczyc, czesto przebrani w ludowe stroje Dai. Takich grupek rozpiewanych lub tanczacych mozna spotkac wieczorami w kilku miejscach. Fajnie:)


 


  











Kunming,Yunnan,Chiny,5-7.01.08

06.02.2008 :: 04:17 Komentuj (0)

Z Jinghongu pojechalismy do stolicy Yunannu - Kunmingu. Niby 600km, a roznica w klimacie drastyczna - niespodziewaznie zaczelismy marznac! NIc milego trzeba bedzie kupic kurtki:). Te, z ktorymi wyruszylismy, wyladowaly w smietniku w HongKOngu, kiedy przestalismy ich juz potrzebowac.


Kunming, jak na chinska stolice jest niewielki, lecz, dodac trzeba z zalem, przez rozne perturbacje historyczne, w nastepstwie ktorych byl prawie kompletnie zburzony, obecnie jest prawie zupelnie odbudowany (co znaczy: naszpikowany wiezowcami, wieczorem rozswietlonymi typowymi dla Chin kiczowatymi neonami). Mimo to panuje tu przjemny spokoj, milo powloczyc sie po uliczkach, zajadajac (!) swieze slodkie truskawki.

























Hong Kong, 7-11.02.08

07.02.2008 :: 15:57 Komentuj (0)

Nasza podróż zatoczyła koło. Powróciliśmy do Hong Kongu, z którego lecimy do Londynu, a stamtąd do Warszawy. W Hong Kongu trwają obchody Chińskiego Nowego Roku, na ulicach tłumy.

Ten znak zapytania w misce jest, w przypadku kuchni chińskiej, niezwykle wymowny.

O tak, dzieci lubią Muzeum Techniki


Wice-hrabia przepołowiony

archiwum

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007

kategorie

China(15)
Articles(10)
Hungary(10)
Phillipines(8)
Malaysia(7)
Mongolia(5)
Laos(5)
Russia(4)
Cambodia(4)
Hong Kong(2)
Poland(1)
Sweden(1)
Tujako-jodłaki or two cats in my house:)(0)
Paintings and drawings(0)

linki

Luizy wykwity malarskie
Crullu w drodze do Afganistanu
Światowy portal turystyczny
Hostelowy niezbednik
Dan i Audrey z Usa tez tuptajacy po swiecie
SlavekBrzoska tez tuptupta
Moje i nie tylko opowieści ze świata
dużo pięknych kotków do oddania u Jany
© 2003-2007 copyright ownlog.com