Kuala Lumpur, Malezja, 24.12.07-01.01.08

Z Sabahu polecielismy na Polwysep Malajski, gdzie na dobre szaleje pora deszczowa, leje codziennie, po poludniu, i to tak, ze nie warto wtedy nawet palca wystawic na zewnatrz.


Kuala Lumpur, stolica Malezji, jest miastem wieokulturowym. Wlasciwie to cala Malezja jest taka, bo  w KiKi mieszkalo mnostwo Filipinczykow, Chinczykow, troche Hindusow i Indonezyjczykow. Ale Kuala Lumpur to juz prawdziwa wieza Babel, na co wskazuje chociazby istnienie Chinatown i Malych Indii, miejsc polozonych tak blisko siebie, a tak kompletnie roznych.  To rowniez miejsce spotkania buddyzmu, hinduizmu, islamu i katolicyzmu, tworzac naprawde ciekawa mieszanke osobliwosci.


Co do osobliwych spotkan: w stolicy Malezji architektura kolonialna- pozostalosc po Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach, spotyka sie z architektura inspirowana sztuka i kultura Islamu, np. Petronas Towers (symbol Kuala Lumpuru) zbudowane sa kazda na planie osmioramiennej gwiazdy.


Z zapalem wedrujemy tu zwlaszcza po Malych Indiach, pamietajac, z pewnym zalem, ze do Indii nie uda nam sie dotrzec, no chyba ze wygramy na loterii.. Palaszujemy tez wszelkie 'pure vegetarian' potrawy, ktorych w kuchni hinduskiej jest cale mnostwo...jedzac reka trzeba pamietac, ze nie wolno dotykac jedzenia lewa...bo lewa, jakby ktos nie wiedzial, sluzy innej czesci ciala.:)



 


 



 


 



 


 





 


 



 


 



 


 




Obiad w hinduskim barze, podawany na lisciu.Mniam:)


 



 


 



Nowoczesna architektura wzorowana na sztuce islamu