Pingyao, 13 listopada 2007

Do Pingyao przybylismy o 6 nad ranem. Przywitala nas mgla i totalna ciemnosc. 
300 metrow od dworca zaczynaja sie mury otaczajace stara czesc miasteczka, 
po ktorej, jak potem sie przekonalismy, mozna spacerowac bez konca, w ktorej ludzie zyja 
wciaz tak, jak zylo sie tu 100 lat temu. 
Zwlaszcza kiedy te ciche, spokojne stare domy osnute sa mgla. 
Podczas jednego spaceru zobaczylismy strojny orszak, otoczony muzykami grajacymi wesola muzyke. 
Orszak ten przybrany kolorowymi paierowymi kwiatami wygladal tak radosnie, ze Lui zaraz zlapala 
za aparat i udala sie za orszakiem. Z bliska jednak okazalo sie ze to .. pogrzeb. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  
 


 


 


Spedzilismy tu leniwy dzien, popijajac ulubiona jasminowa herbate i jedzac ryz z warzywami.