San Julian- Agoo,Luzon, Filipiny, 24-30.11.2007







Po wyladowaniu w Manili wsiedliśmy do busika, którym przyjechał po nas
brat Geralda, i ruszylismy w strone San Fernando. Pod tym miastem, w
malej wiosce San Julian, zostalismy ugoszczeni przez wspaniala mame
Geralda i jego wielka rodzine. Filipinczycy bowiem sa bardzo rodzinni,
jesli ktos przyjezdza do domu po dlugiej nieobecnosci, zaraz pojawiaja
sie kuzyni kuzynow kuzynow, ciotki, wujowie, a nawet wszyscy sasiedzi:)
Jest to okazja do popicia swietnego, znanego na calym swiecie piwa San
Miguel. Nasi gospodarze najbardziej lubią wersje mocna tego piwa - Red
Horse - konczy sie niezlym kacem.






Na razie jest pochmurno a na morzu sa sztormy. Na plazy napotkalismy
ogromne fale o niespotykanej nad Baltykiem sile. Byla to swietna
zabawa, walczyc z kazda kolejna nadchodzaca.

Na plazy, z okazji naszego przyjazdu, zebral sie niezly tlum gapiow
- Gerald powiedzial nam, ze mieszkancy jego wioski nieczesto widuja
bialych. Zreszta, nawet juz na lotnisku spotykaly nas niezwykle
ciekawskie spojrzenia i wszedobylskie pytanie: jestescie z Ameryki?
Kazdy bialy jest tu postrzegany jako mieszkaniec USA.






Agoo

San Miguel


Filipiny to prawdziwa ekstaza owocowa: guayabano, mango, papaya, liczi, chico, guava, guapple, setki rodzajow bananow, ananasy, arbuzy, calamansi, melony, orzech banar....Przynajmniej tyle, bo z jedzeniem wegetarianskim jest tu gorzej niz w Chinach. Wchodzac do restauracji nalezy sie spodziewac, ze poza ryzem nie bedzie nic bezmiesnego. Czesto konczy sie na frytkach w Joliebee - tutejszym fast foodzie. Mama Geralda dbala o nas bardzo, serwujac wspaniale warzywne sniadania, oczywiscie z ryzem, bo w tej czesci swiata ryz jje sie do kazdego posilku.



Gerald natomiast uczyl nas trudnej sztuki jedzenia rekami, i dobrej metody na jedzenie mango:)


A z ciekawostek pokarmowych, to dodam, ze Filipinczycy podobnie jak Chinczycy jedza psy, a rowniez....przysmakiem sa kurczaczkowe embriony pieczone jeszcze przed wykluciem, w skorupce...i zjada sie je cale, z glowa, dziubkiem, nozkami...Co prawda nie jje sie tu insektow jak w Chinach, ale nam te kurczaczki juz wystarczaja..







Wszedobylska maszyna do karaoke, ktore Filipinczycy kochają


Filipiny, jako jedyny kraj Azji Poludniowo-Wschodniej, jest krajem katolickim...i bardzo konserwatywnym w swojej katolickosci. Mozna wywolac niezla sensacje wychodzac na malo turystyczna plaze w bikini..:)


Filipiny sa tez krajem bardzo biednym, choc ku zaskoczeniu naszemu zauwazylismy, ze po pieniadze do "Amerikana" wyciaga sie las dzieciecych, niekoniecznie zabiedzonych rak...zdaje sie ze obecnosc Amerykanow na tych wyspach przez 50 lat zrobila swoje..no i znowu, a nawet bardziej jestesmy, jak to stwierdzilysmy z Finka Heidi : "Money on legs, no brain".