Xiahe, 7-8 listopada 2007

Z Lanzhou pojechalismy autobusem do Xiahe, polozonej na wysokosci 3000m n.p.m. wioski tybetanskiej, lezacej kiedys na terenie Tybetu, obecnie wchlonietej przez prowincje Gansu. Znajduje sie tu klasztor Labrang (Labuleng Si), jeden z szesciu najwazniejszych centrow lamaizmu, najwazniejszym znajdujacym sie obecnie poza Tybetem. Mieszkajacy tu  Dzamjang jest trzeci, po dalajlamie i panczenlamie, w hierarchii buddyzmu tybetanskiego. Obecnie zyje tu kilka tysiecy mnichow. Niestety, z powodu kontroli rzadu chinskiego, poziom nauki tu (i w pozostalych klasztorach tez) podupadl.



Przyjechalismy...i zachwycilismy sie. Tybetanczycy sa pieknym, kolorowym i dumnym narodem, klasztor malowniczy, a okolica przepiekna. Ogarnal nas smutek nad okrucienstwem chinskiego rzadu, probujacego znisszczyc ta wspaniala, barwna kulture.
Klasztor uspokaja swymi starymi murami i cichymi swiatyniami. Kazdego dnia, w ciszy, wdluz modlitewnikow wokol klasztoru przechodza setki pielgrzymow.
Troszke negatywne wrazenie sprawiaja mieszkajacy tu mnisi, wiekszosc z telefonem komorkowym przy uchu przez pol dnia...troche inaczej wyobrazalismy sobie duchowe zycie klasztorne.



Sama wioska w ciagu dnia tetni zyciem, a przede wszystkim handlem. Tuz przy wschodniej stronie klasztoru kazdego dnia Tybetanczycy sprzedaja rozmaitego rodzaju produkty, podobnie jak Chinczycy starajac sie dostac od nas za kazda kupowana rzecz kilka  razy wiecej, niz przyzwoitosc nakazuje:) Jestesmy coraz lepiej wyszkoleni w sztuce targowania.


Podobnie jak w Dunhuangu, gdzie napotkalismy Shirley's Cafe, znajdujemy tu oaze dla naszych zoladkow - Gesar Restaurant, nieduza tybetanska knajpke, ze swietnym, anglojezycznym menu z daniami na kazda pore dnia i pyszna jasminowa herbata za 2 yuany. Powoli przekonujemy sie do chinskiej kuchni, choc nadal jest ona dla nas zbyt tlusta i zbyt pikantna...



 


 



 


 



 


 



 


 



 


 



Klasztor Labrang



 



 


 



Pielgrzymi